Najbliższe Imprezy

Archiwum

Pius Jabłoński

 Pius Jabłoński

Całym swoim życiem, zasługami dla ziemi rodzinnej, niezłomnym charakterem w najtrudniejszych chwilach swojego życia zasłużył sobie na Orawie i na Podhalu na trwałą pamięć i głęboki szacunek. Należał do pokolenia, które musiało przeżyć wszystkie wynaturzenia XX wieku, jakie "ludzie zgotowali ludziom". Te tragiczne wydarzenia minionego wieku dotknęły boleśnie jego i jego żonę, a to tylko dlatego, że występował w obronie słabszych oraz bronił godności człowieka ustanowionej przez Boga, a deptanej przez osoby należące do sił ekstremalnych.

Urodził się 18 marca 1908 r. w Lipnicy Wielkiej na Orawie w chłopskiej rodzinie, jako syn Stefana i Apolonii z rodu Kucków. Miał cztery siostry i trzech braci. do wspólnej miski, jak się wtedy na Orawie jadło, w jego domu rodzinnym zasiadało 11 osób.

Od czwartego roku życia - jak prawie każde dziecko na Orawie - pełnił obowiązki najpierw pasienie gęsi, a następnie krów. Od szóstego roku życia uczęszczał do szkoły parafialnej, gdzie nauczycielem był "rektór" tzn. organista, a następnie ksiądz wikary i uczył się w języku węgierskim.

Po czterech latach takiej nauki Pius został jak się to wtedy nazywało "śtudentem" w Rzymsko Katolickim Czteroletnim Gimnazjum w Trstenie, gdzie uczył się w języku węgierskim, słowackim i czeskim. W lipcu 1920 r. decyzją Rady Ambasadorów przyznano Polsce część terenów Orawy i Spisza. 1 września 1920 r. Pius Jabłoński znalazł się w gimnazjum nowotarskim, gdzie po raz pierwszy zetknął się z literackim językiem polskim. Zamieszkał w bursie przy ul. Nadwodnej, prowadzonej przez wielkiego przyjaciela młodzieży spiskiej i orawskiej dr. Jana Bednarskiego. U profesorów nowotarskiego gimnazjum dostrzega Pius Jabłoński dużą życzliwość dla młodzieży.

Po ukończeniu szóstej klasy i decyzji, że nie podejmie studiów teologicznych, na co liczyła cała rodzina, ojciec zdecydował, że dalsze kształcenie może kontynuować na własny koszt. Z korepetycji udaje się mu ubrać i utrzymać. W 1927 r. zdał maturę i podjął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jak pisze we wspomnieniach "Ojciec wręczył mi 200 zł. Była to dla niego pokaźna suma na owe czasy, którą uzyskał ze sprzedaży pary wołów. Czesne na pierwszym roku wynosiło 155 zł po jego zapłaceniu zostało mi 45 zł". Po dwóch miesiącach uzyskał stypendium w wysokości 50 zł miesięcznie i żywił się herbatą i chlebem. Na drugim roku otrzymywał stypendium w wysokości 120 zł i mógł sobie pozwolić na obiady w stołówce akademickiej. W międzyczasie zostaje kierownikiem kuchni akademickiej. W okresie tym sytuacja na rynku pracy w Polsce była bardzo trudna. Dlatego z braku zatrudnienia, prowadząc kuchnię akademicką przy ul. Jabłonowskich, celowo odkładał obronę gotowej pracy magisterskiej, którą broni w 1934 r. Tematem pracy magisterskiej Piusa Jabłońskiego była "Postać Janosika u Tetmajera i w literaturze słowackiej". W tym samym roku zatrudniono go jako nauczyciela kontraktowego w Państwowym Gimnazjum i Liceum w Nowym Targu w ilości 10 godzin tygodniowo. Jednocześnie pełnił funkcję sekretarza tej szkoły. Nominację na nauczyciela etatowego otrzymał dopiero 1 maja 1939 r.

Źródła podają, że był znakomitym nauczycielem i wychowawcą oraz dobrym organizatorem. Szczególną troską i opieką otaczał biedną młodzież z rodzin chłopskich z terenów Podhala, Spisza i Orawy. W ramach programu przyjętego na Zjeździe Związku Podhalan, który odbył się w 1935 r. w Zakopanem, podjął pracę na rzecz zbliżenia i współpracy młodzieży krajów słowiańskich. Wśród uczniów gimnazjum utworzył ośrodek studiów nad językiem i literaturą, kulturą i etnografią oraz historią Słowacji. Nowy szkolny program jędrzejewiczowski, jaki wówczas wchodził w życie, sugerował by wprowadzić do gimnazjum język nadobowiązkowy narodu, z którym szkoła najbliżej sąsiaduje. Pius Jabłoński chętną młodzież uczył nadobowiązkowo języka słowackiego i czeskiego. Realizując te działania wychodził z założenia, że mieszkańcy pogranicza winni żyć w zgodzie i przyjaźni, bez uprzedzeń oraz znać język swoich sąsiadów.

W 1935 r. Pius Jabłoński zawarł związek małżeński z Martą Wierczek, córką Macieja Wierczka i Anny z domu Machaj. Nie mieli własnych dzieci. Zaadaptowali syna Andrzeja, który był dzieckiem siostry Piusa, Emilii i Floriana Wojtusiaków. Andrzej po ukończeniu studiów wyższych był długoletnim dyrektorem Liceum Ogólnokształcącego w Jaworznie, a następnie w Kętach.

Podczas okupacji pracował krótko w Szkole Handlowej i Krawieckiej w Nowym Targu, a jednocześnie kierował tajnym nauczaniem na całym Podhalu. Dwukrotnie aresztowany i torturowany przez gestapo w zakopiańskiej willi "Palace" (nazywanej "katownią Podhala") niczego nie ujawnił i nie wydał nikogo. Wyszedł z tej katowni m. in. ze złamanym nosem W porę ostrzeżony uniknął trzeciego aresztowania, chroniąc się w Dolinie Będkowskiej k. Krakowa pod przybranym nazwiskiem Zenona Dobrzańskiego. Pracował tam w gospodarstwie rolnym inż. Lecha Rościszewskiego, prowadząc nadal komplety tajnego nauczania dwóch trójek dzieci na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum.

W czasie obławy prowadzonej przez Niemców w Dolinie Będkowskiej dostał się w ich ręce bez żadnych dokumentów. Celowo ubrudzony krowim nawozem udał wiejskiego przygłupa i to uratowało Piusowi Jabłońskiemu życie.

Gestapo nie mogąc go odszukać, aresztowało w odwecie jego żonę Martę. Nastąpiło to 17 października 1942 r. Marta Jabłońska pełniła funkcję łączniczki między Podhalem a Krakowem z ramienia Tajnej Organizacji Wojskowej. Trzy tygodnie torturowano ją na przesłuchaniach w zakopiańskim "Palace", 8 grudnia 1942 r. przewieziono ją do więzienia tarnowskiego, a stamtąd 28 stycznia 1943 r. transportem kolejowym do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu Brzezince. Tu jako więźniarka nr 32267 doczekała "wyzwolenia" z ogromnie zrujnowanym zdrowiem. Została do końca życia kaleką, gdyż utraciła słuch. Po aresztowaniu Marty Niemieccy gestapowcy zniszczyli wyposażenie ich mieszkanie, publicznie spalili przed domem bibliotekę Jabłońskich.

Natychmiast po tzw. "wyzwoleniu", gdy jeszcze trwały działania wojenne, zgłosił się Pius Jabłoński do władz w Kuratorium Okręgu Szkolnego w Krakowie, gdzie polecono mu wracać do Nowego Targu. Miał za zadanie zorganizować pracę Gimnazjum i Liceum oraz nim kierować.

Już 10 lutego 1945 r. osłabiony przebytą chorobą przybył piechotą z Krakowa do Nowego Targu. Budynek szkolny był niestety w całości zajęty na szpital wojskowy. Entuzjazm i zapał, że powstanie polska szkoła w wolnej Polsce, pozwolił mu przełamać wszystkie trudności. Gimnazjum zaczęło funkcjonować w nieczynnych lokalach sklepowych przy ul. Waksmundzkiej. 2 maja 1945 r. komendant miasta Nowego Targu oddał dyrektorowi Piusowi Jabłońskiemu zdewastowany budynek szkolny. Już 5 maja 1945 r. po uprzątnięciu budynku wprowadzono do niego młodzież. Trzeba było weryfikować jej wykształcenie zdobyte w ramach tajnego nauczania, wydawać świadectwa.

Wkrótce w wyniku podjętej przez niego interwencji o uwolnienie uczniów, byłych żołnierzy Armii Krajowej, aresztowanych przez Urząd Bezpieczeństwa sam został aresztowany pod zarzutem współpracy z podziemiem z tzw. reakcją i osadzony w krakowskim więzieniu na Montelupich, gdzie przebywał od 1 XI 1946 r. do 24 VI 1947 r.

W procesie politycznym oskarżono go, że przyjmował do Liceum "bandytów z AK". W ten sposób ten patriota i prawy człowiek w oczach władz bezpieczeństwa stał się wrogiem władzy nazywanej "ludową".

Po wypuszczeniu na wolność 24 VI 1947 r wrócił do Nowego Targu. Oczywiście dawnego stanowiska dyrektora Liceum nie mógł pełnić.

Od 1 września 1947 r. przeniesiono go na stanowisko nauczyciela języka polskiego Państwowego Gimnazjum i Liceum w Chrzanowie. Po roku pracy otrzymał etat nauczyciela w Gimnazjum i Liceum w Jaworznie, gdzie pracował do sierpnia 1959 r. czyli do chwili przeniesienia na stanowisko dyrektora Liceum Ogólnokształcącego w Jabłonce. W Jaworznie pełnił dodatkowo obowiązki kierownika pedagogicznego w szkole więziennej, ucząc języka polskiego w latach 1949-1957.

Dopiero po 10 latach w roku 1957, po załamaniu się systemu stalinowskiego został zrehabilitowany i oczyszczony ze stawianych mu zarzutów. Wojewódzka Komisja Rehabilitacyjna pogratulowała mu odwagi osobistej oraz postępowania zgodnego z sumieniem nauczycielskim i obowiązkiem dyrektora. W piśmie skierowanym do Piusa Jabłońskiego czytamy m.in. "Wojewódzka Komisja Rehabilitacyjna potępia z najwyższym oburzeniem krzywdę wyrządzoną wzorowemu pedagogowi i serdecznemu przyjacielowi młodzieży i przyznaje pełną satysfakcję moralną za bezprawie, którego padł ofiarą".

Z dniem 1 września 1959 r. z polecenia Ministerstwa Oświaty został przez Kuratorium Okręgu Szkolnego Krakowskiego mianowany dyrektorem Szkoły Podstawowej nr 2 i Liceum Ogólnokształcącego z Polskim i Słowackim Językiem Nauczania w Jabłonce. Władze szkolne powierzyły mu kierowanie tą uznawaną za trudną - ze względu na uwarunkowania narodowościowe - placówką.

Po przybyciu do Jabłonki dyrektor Pius Jabłoński zabrał się energicznie do pracy, a jego celem był dalszy rozwój szkoły oraz integracja młodzieży. Znając dobrze tutejsze warunki i istniejące stosunki pracę swą rozpoczął w sposób dyplomatyczny. Na rozpoczęcie roku szkolnego 1959/1960, jako nowy dyrektor, swoje przemówienie do uczniów i rodziców wygłosił piękną gwarą orawską, nie obrażając uczuć narodowych ani tych, którzy się czuli Słowakami, ani tych, którzy się czuli Polakami.

Mając duże doświadczenie życiowe, zmysł organizatorski, wysoki takt pedagogiczny i kulturę osobistą, potrafił w niedługim czasie ułożyć zdrowe stosunki serdecznego współżycia młodzieży obu narodowości oraz między rodzicami a nauczycielami. Troszczył się o wysoki poziom pracy dydaktyczno-wychowawczej, był serdecznym przyjacielem i doradcą młodzieży. Jego trudna droga życiowa sprawiła, że był człowiekiem tolerancyjnym, otwartym na trudne sprawy ludzkie. Jako dyrektor polonista potrafił zawsze zadbać o własny warsztat pracy, uczestnicząc w licznych szkoleniach poświęconych doskonaleniu zawodowemu i prawidłowemu zarządzaniu szkołą.

Poziom Liceum Ogólnokształcącego w Jabłonce, którego Pius Jabłoński był dyrektorem pozwalał wielu absolwentom na podejmowanie studiów na uczelniach krajowych i zagranicznych. Wielu z nich zajmuje ważne stanowiska, ciesząc się szacunkiem i poważaniem. Nie można jednak zapomnieć, że i w Jabłonce napotykał Pius Jabłoński spore trudności i kłopoty. Był to czas laicyzacji, ośmieszania przekonań religijnych, narzucania młodzieży tzw. naukowego światopoglądu.

Pius Jabłoński wyniósł z domu rodzinnego głęboką wiarę katolicką i zachował ją do końca życia. Była ona jego podporą w trudnych momentach niełatwego życia. Często w momentach krytycznych zwracał się o pomoc i radę do wybitnego kapłana syna ziemi orawskiej, wujka swej żony - ks. infułata dr. Ferdynanda Machaya. Był na pewno jednym z nielicznych w tym okresie dyrektorów szkół średnich, którzy odważnie uczestniczyli w Mszy św. i jawnie przystępowali do sakramentów. Po prostu taki był dyrektor Pius Jabłoński. Odważny i nieugięty. Brzydził się fałszem i zakłamaniem. Był zawsze sobą. Zaskakiwał swoją prostotą i skromnością oraz kulturą w stosunku do ludzi wszystkich bez wyjątku. Postawa taka bardzo drażniła ówczesnych sekretarzy szczebla gminnego i powiatowego. Podejmowano nawet próby nieformalnego usunięcia go ze stanowiska dyrektora LO w Jabłonce. Z dniem 1 października 1970 r. przeszedł na emeryturę.

Poza pracą zawodową aktywnie uczestniczył w życiu społecznym środowiska Orawy. Pełnił m.in. funkcję przewodniczącego Komisji Oświaty GRN, Towarzystwa Miłośników Podhala - Oddział Orawski, Frontu Jedności Narodu oraz Ogniska ZNP w Jabłonce. Doceniając jego działalność, nadano mu wiele wysokich odznaczeń państwowych i regionalnych. Zmarł nagle 29 lipca 1979 r. Spoczywa na jabłonczańskim cmentarzu, na brzysku, z którego rozciąga się wspaniały widok na ukochane przez niego lipnickie gronie i Babią Górę.

Wyrósł Pius Jabłoński z tej twardej skalistej ziemi orawskiej. Życie go nie oszczędzało, trudności nie załamywały. Odwrotnie, zdawały się go hartować. Tak go ukształtował dom rodzinny i tradycje tej wsi, której wiernym synem pozostał do końca. Uważam życie Piusa Jabłońskiego za najlepszy przykład patriotyzmu, a zwłaszcza poświęcenia dla drugiego człowieka.

Franciszek Janowiak

Copyright © Orawskie Centrum Kultury 2014 | Wszystkie Prawa Zastrzeżone.