Najbliższe Imprezy

Archiwum

Piotr Borowy

 Piotr Borowy

Apostoł Orawy - Piotr  Borowy   urodził   się   28   maja  1858    roku  w   Rabczycach na  Górnej  Orawie (dziś w Republice Słowacji)  jako  syn  rolnika  Jana  o  przydomku  „Banass”  i   Marii  Lach.  Dzieciństwo   jego   było  niezwykle ubogie, ciężkie i  trudne. Wychowywał  się bowiem  w małorolnej  i wielodzietnej rodzinie - miał   aż  sześcioro   rodzeństwa. Ojca   nigdy  nie  zaznał,  gdyż   zmarł on  jeszcze przed   jego  narodzeniem. Po  śmierci  głównego  żywiciela  rodziny  stan  materialny  Borowych  bardzo  się  pogorszył,   zmuszając  samotnie  wychowującą  matkę  do   posyłania  sierot  na   tzw.  służbę  u  bogatszych  gazdów.

Gdy miał 18 lat, w   życiu  Borowego nastąpiło  niezwykle  znamienne  wydarzenie,  które  zaważyło  na  jego  całym  późniejszym  życiu,  a    mianowicie  w   pewną   niedzielę   postanowił   „zerwać  ze  światem”. Wtedy   to   mimo usilnych namawiań  kolegów  nie  poszedł  z   nimi  na  zabawę, a kompan z niego był wyśmienity,  pozorując   zemdlenie. Wytrzymał   wszystkie   próby   ocucenia   i  po  długim samotnym  leżeniu i rozmyślaniu o Bogu - wstał,  zdecydowanie kierując  swoje kroki do  kościoła,   gdzie  bardzo  długo  się  modlił,  składając   śluby  czystości  i  abstynencji. Była to głęboko przemyślana i rozważona decyzja o podjęciu całkowitemu oddaniu się Panu Bogu. Od tego przełomowego momentu całe życie swoje poświecił oddanej i ofiarnej  służbie Chrystusowi oraz  szerzeniu jego nauki wśród swoich rodaków.

Oczywiście to zdumiewające  zdarzenie  nie  ukryło   się  przed  czujnymi   mieszkańcami  Rabczyc. Po  wsi   rozeszły  się  niebywałe  wieści o tym,  że  „Piotr  Borowy  przyumiyroł”,   że  „miał   widzenie...”, „że miał kontakt zza światem”. Na   pytania   o  „przyumiyraniu”  wymownie milczał- co   jeszcze   bardziej    stwarzało   wokół  niego   aurę   niesamowitości,  niezwykłości i  tajemniczości,  a  także  trochę  lęku. Z  dnia  na  dzień  Borowy   zmieniał   się   nie   do  poznania.  Ludzie  zaczynali  mówić  o  nim  jako  o  dziwaku,   że     w  „głowie  mu  się  pomiysało”. Jednak    Pieter,  bo  tak  był  nazywany przez swych przyjaciół,   w  bardzo  w   krótkim  czasie  zmienił  swoje oblicze i przekonał ludzi do siebie, którzy przestali w nim widzieć „dziwaka”, a raczej nabożnego i życzliwego krajana. Można  go  było bowiem spotkać li  tylko  przy  trzech  zajęciach: mianowicie   pracy  w  polu,  przy  książkach,  a  szczególnie  przy  modlitwie.  Mimo   że  do  szkoły  chodził  „jacy  jedną  zimę”,  a  więc  zaledwie  kilka  miesięcy,  to   posiadał  wielki  szacunek  do  książki  i  ogromne  zamiłowania  do  czytania. Nie   mając  funduszy  na  zakup  lektur,  korzystał  wiele  z  biblioteki  miejscowej   plebani  i  być  może,  iż    to  właśnie wpłynęło  później   na   zwrot  jego  osobowości    ku  ascetycznej  postawie.
         
Pierwszą  książką  jaką  sam  własnym  sposobem  nabył  były  „Żywoty  świętych”  księdza   Piotra  Skargi.  Kosztowała ona  dwa  guldeny  austriackie,  toteż  naraził  się  przy  tym  na  gniew  i  wyrzuty  matki  oraz  znajomych  gazdów,  że  „telo  pieniędzy  wydał  na  książkę”, w mniemaniu ich rzecz zbędną.     
        
Piotr  Borowy „kształcił  się” w  czterech   językach  literackich:  polskim, słowackim, czeskim i węgierskim. W  potocznej  mowie  używał  gwary  orawskiej.  Toteż,  znajdując  w  bibliotece  miejscowego  proboszcza  m.in. książki  polskie,  mógł  się    gruntownie zapoznać z ich zawartością, gdyż język ten  nie stanowił dla niego żadnej bariery.
            
Kiedy  w  listopadzie  1876  roku  zawitała  zima,  Pieter  po wymłóceniu owsa i jęczmienia   rozpoczął  wędrówki  misjonarskie po  wsi. Uczył ludzi  katechizmu,  zaś  swoją  namiętną  mową  i  dowcipną  satyrą  smagał  pijaństwo, zabobon, rozpustę  i analfabetyzm. Tą   niezwykłą  iście   królewską   wymową   zniewalał  słuchaczy  i  wnet  przeszedł  z  Rabczyc   do  sąsiednich  miejscowości. Były  to  Połhora  i  Rabcza,  a  także    Lipnica Wielka,  gdzie  za   zgodą   miejscowego   księdza    proboszcza  „rozbijał  namiot”  w   zabudowaniach   większego   gospodarza   i   nauczał   przez   tydzień   lub   dwa. 
           
Wieści  o  Borowym  jako   utalentowanym   wędrownym  gazdzie-katechecie    rozeszły   się   szybko   po   całej   Orawie. Pieter  został  zaproszony   do  Głodówki,  Vitanowej   i   Brezovicy,  aby   i   tam   wygłosić  swoje płomienne  katechezy. Powodzenie   oraz  żniwo   apostolskie   było  i   w   tych  miejscowościach   duże.  Jednak   największą   sławą   okryły  Borowego  nauki  u  Gombarzy    w   Lipnicy   Wielkiej,  gdzie  pod  wpływem  jego  pouczeń   żywa    dusza   już  do  karczmy  żydowskiej  nie  weszła,  a  wcześniej  często  i  licznie   przesiadywali    w    niej   lipniccy   górale. Rozgoryczony   karczmarz  wynosił   swój  szynkwas   na  pole   przed   karczmę,  aby   zachęcić   ludzi do spożywania trunku – nawet za darmo,   ale  bez   skutku. Uduchowieni naukami Apostoła omijali to miejsce.

Borowy   traktował swoje życie   jako  nieustanną   służbę  dla   Chrystusa. Dlatego  związał  się  z  Nim    ślubami    czystości i  ubóstwa. Przekonał  się  szybko, że  w  dotrzymaniu owych ślubów   ogromną   rolę  odgrywa głęboka  modlitwa i  pobożna kontemplacja. Toteż  uczył  się  dobrej  modlitwy, która   karmi  ducha,  zatapia   w   Bogu  i   przeistacza   człowieka  na   podobieństwo  Boga. Jego  najbardziej  ulubionymi  lekturami  stały  się  „Naśladowanie  Chrystusa”  i  „Żywoty  Świętych”. Z  nich   czerpał  wiedzę  do  głoszenia  swych  nauk.  Rabczycki ksiądz proboszcz bardzo polubił tego niezwykłego człowieka o iście kapłańskiej duszy. Pozwalał mu na samodzielne korzystanie z jego  biblioteczki. Borowy wypożyczał olbrzymie tomiska i w domu zaczytywał się bez reszty w tych książkach. 
          
W   czasie  zimy  w  latach  1877  i  1878  Borowy   przestudiował  „Świątynie   Pańską   zawierającą   w  sobie  kazania   na   uroczystości   świąt  całego  roku,  ułożoną      przez   księdza  Szymona  Starowolskiego,  kantora  tarnowskiego,  ku  pożytkowi  i  zbudowaniu  duchowemu  nabożnym  katolikom  wystawioną”,  kazania  o. Bazylego  Rychlewicza - franciszkanina,  „Żywoty  Ojców  albo  dzieje  i  duchowe  powieści  starców,  zakonników,  pustelników,  wschodnich   przez  świętego Hieronima   i   inszych    pisane”. „Dokument    do    Kościoła   Chrystusowego   pociągający”  Ludwika  z  Bończe  Sienickiego,  „Dzieło   homilijno-kaznodziejskie   niedzielne”,  cztery   tomy  ks.   Józefa   Męcińskiego, Kazania niedzielne ks. Adama Ablewicza   i  inne  ascetyczne  dzieła, które   szczególnie  go pociągały i pozwalały na świątobliwe życie w zgodzie i harmonii z ludźmi oraz przyrodą, a nade wszystko  z Panem Bogiem.    
      
Z powyższego  wykazu  literatury  religijnej  wynika, że  Pieter  miał    dość  solidne  i  „fachowe”  przygotowanie  do  głoszenia  nauk  religijnych.  Katechizm  zaś   umiał  na  pamięć, a   „Objawienia   św.  Gertrudy  i  Katarzyny  Emmerich”   znał   podobno  w najdrobniejszych szczegółach i całe partie przytaczał z pamięci.  Ponadto prenumerował czasopisma religijne m.in. „Królewna Świętego Różańca”( w języku słowackim), „Dzwon niedzielny”, „Posłańca Serca Jezusowego”, „Rycerz Niepokalanej”, „Przewodnik katolicki” (te już po polsku). 
            
W  1882  roku  przyłączył  się  do  Borowego  Albert  Szymek  z  Lipnicy  Małej,  przyprowadzając  z  sobą   cały   swój  majątek- jedną krowinę.  Szymek  pomagał  mu w  gospodarstwie.  Wtedy  zaczęli  budowę  nowego domu,   co  zmusiło  ich  do  pieniężnych   pożyczek. Sytuacja  zmieniła  się  kiedy  przyłączył  się  do  nich   nowy  kandydat  do  „życia   Bogu   poświęconego”.  Był  to  Józef  Kocur  z  Rabczyc,  19-letni  sierota  z  siedemnastoma  siągami  gruntu.  Powstał,  więc    u  Borowego   pewnego  rodzaju  męski  „klasztor”  ze  ślubami czystości,  ubóstwa  i  posłuszeństwa. Wszyscy  wstąpili do  III   Zakonu  św.  Franciszka   przy  klasztorze  oo.  Franciszkanów  w  Trstenej (Trzcianie) i  nazywali  się  braćmi. W tym bractwie tercjarzy złamanie  ślubów  było  traktowane  przez  Borowego niezwykle surowo. Pewnego  razu  Szymek   wyłamał  się   z   karności  życia  Bożego.  Zagrał  on  sobie  na  harmonii  i  trochę  się  zabawił. Gdy  to  doszło  do  wiadomości   Pietra,  natychmiast  go  odesłał  do  Lipnicy,   oddając  mu  to  co  było  jego .           
            
Po  odejściu    brata  Alberta  (Szymka)  zgłosił  się   nowy    kandydat   Józef  Hrubos  z Mutného (Mętnego)-sierota   bez   jakiegokolwiek   posagu.  Życie  bracia  mieli   bardzo  ciężkie. Zadłużeni,  całymi  dniami  pracowali  u  innych, a  swoje  prace gazdowskie, jak  koszenie,  kopanie, zwożenie- wykonywali  nocą.  Padali  z  wycieńczenia i   z  niedojedzenia, ale  długi  cały  czas  trwały, a  nawet  rosły, bo  nie  mogli   spłacić  odsetek.  Wyjście  z  tej  sytuacji  widział    Borowy  jedynie  w  zdobyciu  nowego  zwodu.
Trzeba mocno podkreślić fakt, że mimo wielu kłopotów, szukania zarobków i zdobywania nowego fachu – Borowy ani przez chwilę nie zaniedbywał się w budowaniu swojego życia duchowego, religijnego i ascetycznego, które systematycznie zgłębiał, ubogacał i uwzniośniał.   Naukę Chrystusową szerzył i popularyzował bowiem z ogromnym poświęceniem, zapałem i oddaniem przy każdej nadarzającej się okazji. Głównie jednak dawał bliźnim niezapomniany przykład naśladownictwa Chrystusa swoim bogobojnym, sprawiedliwym i uczynnym życiem. 
          
W  1889  Borowy  roku   wyjechał    do   Ameryki. Trudno mu  było  opuścić   rodzinne  Rabczyce  i  zaniechać  pracę  misyjną  na  Orawie,  ale  niespłacone  długi  zmusiły  go do tego. Za Oceanem przebywał  półtora  roku.  Niewiele  tam  zarobił,  bo  trafił  na  kryzys  gospodarczy. Jednak pobyt  w Nowym  Świecie  otwarł  jego  oczy  na  wiele  spraw  i  poszerzył    duchowy  widnokrąg .      
          
Podczas  nieobecności  Pietra  „brat”  Kocur  sprzedał  stary  dom  i  wybudował  nowy.   W  1896  roku   już  po  powrocie  Borowego,   bracia  postawili  duży  sześcioizbowy  dom   w   pobliżu   kościoła,  w  którym  sprzedawali   książki. Wiedzieli  oni  jaką  rolę  spełnia   współczesnym świecie słowo drukowane. Dlatego Borowy wystarał się o  kartę  przemysłową  na   prowadzenie   kramu  z  książkami  i   dewocjonaliami. Obok  kramu  prowadził  on  introligatorstwo,  którego   wyuczył    się   w  Krakowie. Przy  tych  wszystkich  pracach  nie  zaniedbywał jednak  życia  duchowego,  prowadząc  nadal  surowe, ascetyczne  życie przepełnione modlitwą. 
    
Pieter  swoją  działalnością   obejmuje  całą   Orawę. Zalewa  ją   dosłownie  doborowymi   kalendarzami katolickimi,  książkami  i   broszurami „W jego bogatej bibliotece, która zawierała tomy z wszystkich dziedzin nauki poza matematyką, chemią i fizyką, najliczniej są reprezentowane wydawnictwa polskie”.   Utrzymywał ścisłe kontakty księgarskie z wieloma z ówczesnymi ośrodkami dystrybucyjnymi- głównie ze słowackim „Stowarzyszeniem   świętego  Wojciecha”  w  Trnawie  i  z  Karolem   Miarką  w  Mikłowowie   na  Śląsku  oraz z Wełną w Bochni. Pracownia  introligatorska  dała  im  tyle  roboty,  że  nie  mogli   nadążyć,  by  na  ustalone   terminy   oddać  klientom  oprawioną   książkę. Zrezygnowali  także  z  wypraw  misyjnych- zauważając, że   dobra   książka  może  równie  dużo  zdziałać,  co  ustnie   wygłaszane   nauki. Borowy chyba instynktownie skorzystał z nowoczesnych form przekazu- mianowicie  słowa drukowanego.  
          
Oprócz  tego  w   książkowym  kramie  Borowego  znajdowały  się, jak  na  ówczesne  czasy,  pozycje  znakomite   o  apostolsko- oświatowym   charakterze. Pieter  wyrobił   się  na  znakomitego  fachowca  w  zakresie  książek  religijnych. Czytał  niezwykle dużo,  a  w  swoim   kramie  nie   wystawiał  tego   czego  sam uprzednio nie  przestudiował  i  nie  przemyślał.  Posiadał  również   utwory  przeznaczone  dla  ludzi  wykształconych,  a  więc  dla  nauczycieli,  urzędników,  a  także  księży. Umiał  podsunąć   im  np.  apologię  ojca Weissa, wielki  katechizm  Spiargi lub  „Wieczory  nad  Lemanem” o. Morawskiego. Sam  miał   wielką  słabość  do   literatury  mistycznej. Zwłaszcza  „Objawienia  św.  Gertrudy”  Katarzyny  Emirich  były ulubioną lekturą, którą  znał   drobiazgowo i chętnie przytaczał w czasie nauk i  różnorodnych rozmów z gazdami. Zaciekawiały   go  także   dzieła  historyczne   dotyczące  pierwszych  wieków  chrześcijaństwa   i   starych   dziejów   Słowian oraz Orawy. Czytał   również   książki   astronomiczne  i  przyrodnicze. Jeżeli  brakowało   w  nich  aspektu   chrześcijańskiego   lub  zawierały  rzeczy  niezgodne  z  jego religijnością i  etyką   moralną,  to   krył  je  albo  wyrzucał, aby  nie  dostały  się  w  niepowołane  ręce. Z  czasem  książki  zajmowały  Borowemu  większość  czasu,  a  gospodarstwem  opiekowali  się  Józef  i  Paweł,   ale  nadal  pod  jego  nadzorem.
 
Borowy zasłynął także jako kompetentny przewodnik kalwaryjski. Często organizował grupy  pielgrzymów z różnych wiosek orawskich do Kalwarii Zebrzydowskiej, Częstochowy, Ludźmierza, a  wcześniej na Słowacji do Bobrowa i Mutnego, a także do Starej Huty. Prowadził taką kompanię znaną przez siebie trasą, zatrzymując się na modlitwach przy kapliczkach polnych i kościołach parafialnych. Rzecz oczywista w czasie tych kilkudniowych wypraw prowadził z charakterystycznym dla siebie temperamentem i  filozofią, nabożnością i wizjonerstwem swoiste rekolekcje w drodze. Wszyscy po takim pielgrzymowaniu wracali jacyś inni, odmienieni po prostu lepsi. Wielu ludzi ten aspekt bardzo mocno podkreślało. Rodacy, gdy dowiedzieli się, że Pieter wybiera się na pielgrzymkę, przychodzili do niego z prośbą, by zabrał ofiarę na Mszę Świętą odprawianą w ich intencji przed cudownym obrazem Najświętszej Panny Maryi. On oczywiście chętnie wykonywał te prośby, skrupulatnie przy tym notując wysokość składanej ofiary i po przybyciu do sanktuarium natychmiast przekazywał ojcom te pieniążki.
 
W niedziele w jego domu spotykali się sąsiedzi, by odmawiać różaniec, gdyż wraz z braćmi prowadził Koło Różańcowe cieszące się sporym powodzeniem. Oczywiście te spotkania wykorzystywał na głoszenie nauk katechetycznych i dyskusje wokół poruszanego tematu. Owe spotkania u Borowych przeciągały się w długie chwile poświęcone Bogu i budowanie swoich charakterów, na co Apostoł Orawy bardzo zwracał uwagę.
                 
Bracia wiedli tryb życia ogromnie pobożny, głęboko pokutniczy i wielce ascetyczny, a nade wszystko uczciwy. Często widać ich było na modlitwie. Na Anioł Pański klękali  w polu i żarliwie odmawiali wszyscy tę modlitwę. Codziennie wieczorem robili rachunek sumienia, w którym olbrzymie miejsce zajmowały dokonane w ciągu dnia uczynki miłosierne drugiemu człowiekowi. Ludzie, widząc tę autentyczną pobożność, wielce ich szanowali i poważali. Były to naprawdę budujące obrazki i nieskazitelny wzór do naśladowania. W ich „klasztorze” nikt nie widział poduszki lub pierzyny. Pieter sypiał na nieudolnie sklepionym łóżku, przez środek którego był przeciągnięty gruby żelazny pręt. W pokoju, w którym mieszkał zawsze miał ołtarz Męki Pańskiej wykonany własnym sumptem. Przed nim często się aż do krwi biczował, by wspólnie z Chrystusem cierpieć za grzeszników. Z ludźmi żył w spokoju, zgodzie i  chrześcijańskiej życzliwości. W obawie, by tej przyjaźni coś nie zmąciło, nie pozwolił swoim „braciom” na hodowanie  kur, aby przypadkiem któraś nie zabłądziła do zagrody sąsiada i grzebaniem nie spowodowała sprzeczek sąsiedzkich. Jeśli zaś mieli kury, to zakładał im rodzaj obuwia wykonanego ze szmat, by te nie pogrzebały na cudzych grządkach, Krowom, które wiódł na pastwisko,  zakładał specjalnie zrobione przez siebie  koszyki, żeby nie podjadały plonów z zagonów sąsiadów.
 
Zawsze i wszędzie starał się popularyzować Królestwo Chrystusowe. W sobie utrwalał i umacniał owo Królestwo nieustanną modlitwą, codziennym przyjmowaniem Komunii Świętej, mrówczą pracą, prostym pożywieniem i pokutniczym umartwianiem, a także niewyczerpalną życzliwością w stosunku do bliźniego, zwłaszcza potrzebującego. Sam posiadał niewiele, ale umiał się szczerze dzielić z drugim.                       
             
Po   powrocie   Borowego   ze  Stanów  Zjednoczonych   ksiądz  proboszcz  w  Rabczycach    mianował  go  swoim  kościelnym,  co  w  oczach  społeczności   wiejskiej   dodawało  mu jeszcze większej  powagi i znaczenia. Czynności  kościelnego  były  dla  Borowego źródłem  codziennych  wielkich  przeżyć  religijnych, szczególnie od zaprowadzenia w Kościele,  za  papieża Piusa  X, codziennej  Komunii  świętej , którą  bracia  zawsze starli się przyjąć, ile  razy  tylko  byli  w  kościele  na  mszy  świętej. Pietra jako kościelnego zapamiętał  również inny rabczyczanin. Był  nim  słynny  pisarz  słowacki,  rodowity  Orawiannin  Milo Urban. Wspomina  go  w  swojej  książce „Zelená  Krv – Spomienki  hajnikowego  syna” tak: Ruch przed zakrystią. Migają  ministranckie komże. Kościelny  Borowy  długą  palicą  zapala  świeczki,  a  przy tym strzela  oczami jak ryś  po pełnym  kościele. Upewnia  się  czy  gdzieś o  czymś  nie  zapomniał. Nie. Nie  zapomniał. Zniknął. Po  nim po  chwili  przychodzi ksiądz  proboszcz  Marchewka.                         
        
Przed I  wojną   światową  na Węgrzech  tak  zwana  „sprawa  chłopska” nie  odgrywała  dużej  roli. Po  roku  1895, czyli po zaprowadzeniu  ślubów  cywilnych,  ruch  polityczny  rozwijał  się  pod  sztandarami  światopoglądowymi:  katolicyzmu  i  obojętnego  albo  wrogiego  religii  liberalizm. Po roku   1905, tj. po rozpoczęciu    madziaryzacji   w szkole i administracji zaczęły się   walki  narodowościowe, w   których  Borowy  brał   czynny   udział                 Polski    ruch   narodowościowy   na    Orawie  rozpoczął   się  praktycznie   po  1910   roku  inspirowany  przez   aktywne   „Koło  imienia  Klaudii  Potockiej”  w   Krakowie. W  1905   roku   węgierski   minister  oświaty  hrabia  Apponyi   rozpoczął  w  Budapeszcie  słowiańskożerczą,  wynaradawiającą  politykę.  Borowy  stanął  w  obronie  Słowaków,  bo  sam  przyznawał  się  do  narodowości  słowackiej. W  tym  okresie  czynnie  angażował  się  w  politykę. Podczas   wyborów  do  parlamentu  przemawiał  on  do  swych  rodaków, broniąc  narodowego  programu  słowackiego. Ferko   Skyčak  wybrany  został  dwukrotnie   posłem  słowackim  w  okręgu   bobrowskim   dzięki   agitacji  Piotra  Borowego. 
           
Nie  tylko  umiał  on przekonywująco przemawiać do  ludzi, ale  dzięki swej bystrości umysłu potrafił pewne rzeczy  przewidzieć, czy  może nawet przepowiedzieć. Posłużę  się  tutaj  znowu wspomnieniami Milo Urbana z dzieciństwa  w  podbabiogórskjej  leśniczówce. Opisuje on  jak jego starszy  brat Józek, tuż przed samym  wybuchem I wojny światowej, po skończonych  studiach  teologicznych w Wiedniu, powraca do rodzinnych  Rabczyc,  aby tutaj  odprawić  mszę świętą prymicyjną. Obaj bracia spotykają Borowego. Oto ten fragment: Najbardziej wzruszająca część  uroczystości u nas w Równiach  miała nastąpić  wnet  po  przyjściu z kościoła. Piotr  Borowy nasz kościelny, pomocnik organisty, ludowy  filozof, poeta, pisarz, introligator i były Amerykanin w  jednej  osobie, już  trzy dni przedtem  przyniósł  do  nas tak trochę roztrząsaną fisharmonie, a tylko coś my przyszli z Rabczyc to ruszyliśmy do sieni głodni jak wilki, śpiewając i grając zarówno, mówił pątniczym głosem patrząc na kościół, a  na  brata. Żal! Roztargniony  przez  ten głód została mi  w  pamięci tylko jedna strofa: I pana Urbana w zbroję ubrali...Nie rozumiałem  wtedy o jakiej zbroi nasz kościelny myśli. Przecież brat nie  miał nic takiego co by było podobne  do zbroi-o flincie i takich rupieciach lepiej nie  mówić. Odwrotnie. Taka rewerenda np. w  boju  mogła mu  przeszkadzać. Okazało się wszak, że Piotr  Borowy miał prorockiego ducha. Pomylił się  tylko o dwa lata(...). Bomba padła już na drugi dzień – w poniedziałek. Jeszcze przed południem przyleciał ktoś z Rabczyc i zdyszany oznajmił – Mobilizacja. W dalszej części czytamy: Któregoś jesiennego podwieczora z niczego  nic  zjawił się ojciec na  bryczce. Przywiózł  brata Józefa już  w  wojskowym mundurze. Okazało się, że był  w  domu pożegnać się, ponieważ idzie do wojska.(...) Spełniło się proroctwo naszego kościelnego Piotra Borowego; brat był ostatecznie  w zbroi.
           
Z tego  fragmentu dowiadujemy się, że już za  życia  Pieter był postrzegany jako człowiek nie tylko o wielkiej mądrości, wiedzy i szlachetności ale również mistycyzmu, przewidywań i duchowości, czy nawet pewnej świętości, mający w sobie coś z starotestamentowych proroków. Jego postawa, przypominająca biblijnych mędrców, stale związana była modlitwą i nieustającą  prośbą do Boga o nawrócenie świata, który zapomina o życiu według dekalogu Boskiego. Szczególnie nasilone było to podczas pobytu w Paryżu, gdzie przed spotkaniami z różnymi politykami mówił: Duchu święty udziel nam daru wymowy. O niezwykłości, wielkiej pobożności, ale także ogromnym poczuciu godności człowieka przez Borowego świadczy również wydarzenie, które miało miejsce podczas zwiedzania Paryża. Wówczas spotkali gazdowie trzech amerykańskich żołnierzy, którzy naśmiewając się z nich ...powiedzieli im coś niegrzecznie. To trochę zdenerwowało Borowego, który zwracając Amerykanom uwagę powiedział po angielsku:  Niech wam Bóg daruje waszą głupotę.                     
      
Bardzo trafnie ów mistycyzm Apostoła Orawy oddaje portret namalowany przez Kazimierza Puchałę- nawet ludzie, którzy nic nie wiedzą o tej postaci od razu dostrzegają tę znamienną cechę. Z obrazu spoziera   bowiem niezwykle skupiony, mądry i uduchowiony człowiek o mądrych, bystrych i przenikliwych oczach. Ksiądz infułat dr Ferdynand Machay często o nim pisał: głęboko zamyślony człowiek o poważnym usposobieniu, posiada niewinną ale stanowczą duszę , myślący Piotr , dowcipny i pracowity, ogromnie  oczytany.                                                                 
Po   rozpadzie   monarchii   austro-węgierskej   zaczął  się   w  Europie  żywiołowy ruch   narodowościowy. Polska   odzyskała   niepodległość, a o Orawę powstał spór co do  przynależność  tych  terenów  między Słowacją i Polską. Borowy  opowiedział  się  zdecydowanie  po   stronie  kraju  nad  Wisłą.  Wpłynął   na  to wymowny  fakt, iż do  objęcia  Słowacczyzny   wysłano  żołnierzy  czeskich.  Dotarli  oni  również  na  Orawę. Tutaj  urządzili  sobie  strzelanie  z   karabinów   do   przydrożnych   krzyży  i   świętych  figur,  wyśmiewając  przy  tym  przekonania  i  uczucia  religijne  okolicznej  ludności. Pieter,  który  był  przecież  człowiekiem  niezwykle  bogobojnym  oraz   wielkiej i  żarliwej  wiary,  oburzył  się  na  te bluźnierstwa i świętokradzka postawę. Aby  uchronić  Orawę  przed  tą  bezbożnością i  herezją, opowiedział  się  po  stronie Polski jako kraju głęboko katolickiego .     
        
Jednak  Rada  Ambasadorów w roku 1920 postanowiła,  iż  Rabczyce - rodzinna  wieś   Borowego-  pozostaną  przy  Czechosłowacji,  co  bardzo  go  ugodziło. Sprzedał  swoją  ojcowiznę  i  przeniósł   się   na  część  Orawy  włączonej  do  Polski. Najpierw  kupił  dom  i  kilka  hektarów  ziemi  w  Jabłonce, a następnie   zamieszkał  w  Lipnicy  Wielkiej  tuż  przy  drodze  do  rodzinnej wsi. Pieter  w  nowym  miejscu  zamieszkania dalej  zajmował się rozprowadzaniem książek i  introligatorstwem. Życie  swoje  uważał  za  nieustanną  i ofiarną służbę  Bogu. Wszystkie  przeciwności  losu  przyjmował  z   ogromnym spokojem, pokorą i   godnością. Nie zaniechał działalności oświatowej  i  religijnej. Prowadził wielce pobożny i  ascetyczny  tryb  życia. Często umartwiał się i biczował przed  sporządzonym  własnoręcznie  ołtarzem Męki Pańskiej. Jednak mimo surowego życia pokutniczego, nikt na nim nie zauważył jakiegoś przygnębienia czy też smutku- służył Chrystusowi w pogodnym nastroju, radości i  pełnym zaufania oddaniu.  Jego pobożność i  działalność ewangeliczna była tak widoczna i tak autentyczna, że jeszcze przed I Wojną Światową księża nosili się z zamiarem pójścia do biskupa, by ten umożliwił mu wyświęcenie na księdza, co pozwoliłoby mu odprawiać Mszę Świętą, o czym przecież w skrytości marzył. Piotr żywił dla księży głęboki szacunek, cześć i poważnie, gdyż w nich widział rzeczywistych następców Pana Jezusa, którzy prowadzą wiernych do zbawienia.
 
Wszędzie starał się dostrzegać obecność Boga i ukazywać go ludziom. Przywiązywał dużą wagę do miejsc świętych i symboli religijnych. W jego ogródku przed lipnickim domem postawiony był Krzyż z Panem Jezusem. Mówił, gdy rano wstaję, to widzę tył krzyża, a nie Ukrzyżowanego Zbawiciela. Przeniósł ów krzyż na drugą stronę drogi i teraz Chrystus był zwrócony do okien Borowego. Krzyż ten stoi po dziś dzień, ale na poprzednim miejscu.

Głęboka skromność nie pozwoliła  mu   przyjąć  po  przewrocie  majowym  godności  senatora.  Był  już  słabego  zdrowia. Zmarł 18  stycznia  1932  roku. Ksiądz Machay wspomina: Bóg, któremu wiernie służył od 18 roku życia i w którym pobożnie zmarł 18 stycznia 1932 roku, jest z całą pewności jego błogą własnością. Komunia świętą przyjął pół godziny przed zgonem. Gdy się ostatnie chwile zbliżały rzekł do „braci”  -Teroz mie nie opuscojcie i modlijcie się do św. Józofa, patrona dobrej śmierci. I tak oddał ducha Bogu wśród nieustannych modłów szczerych w otoczeniu swoich.

Został  odznaczony  Medalem  Niepodległości i  Krzyżem „Polonia  Restituta”.  Jego pogrzeb  z  udziałem  przedstawicieli  rządu  w  Lipnicy  Wielkiej był  wielką  manifestacją   narodowo-religijną.   W rok po śmierci Piotra Borowego, w kwietniu 1933 roku z inicjatywy ks. dr Ferdynanda Machaya powstał w Krakowie Komitet uczczenia pamięci Apostoła Orawy. Kilka miesięcy później  doszło do odsłonięcia tablicy,  którą zaprojektował krakowski artysta-rzeźbiarz Karol Hukan. W 1939 roku zginęła ona w niewyjaśnionych okolicznościach. Prawdopodobnie wyrwali i wywieźli ją nacjonaliści słowaccy. Ponowne wmurowanie i odsłonięcie nowej- ufundowanej przez Czcigodnego księdza proboszcza  parafii Lipnica Wielka ks. kanonika Bolesława Kołacza- nastąpiło dopiero w sześćdziesiątą rocznicę śmierci Borowego 24 maja 1992 roku.

Copyright © Orawskie Centrum Kultury 2014 | Wszystkie Prawa Zastrzeżone.