Najbliższe Imprezy

Archiwum

Józefina Machaj - Mikowa

 Józefina Machaj - Mikowa

Urodziła się w Jabłonce 13 listopada 1897 roku. Na jej postawę i kształtowanie się osobowości wielki wpływ wywarli bracia: Karol, Eugeniusz i Ferdynand. Józefina była inteligentna, elokwentna i łatwo nawiązywała kontakt z ludźmi. Znała kilka języków: węgierski, słowacki i polski. Nieźle radziła sobie z czeskim i niemieckim. Lubiła przewodzić w grupie rówieśników, którzy cenili ją za odwagę, pracowitość i serdeczność, była głęboko religijna.
 
To także wielka polska patriotka obdarzona bardzo silną osobowością.W czasach I wojny światowej aktywnie włączyła się w ruchy niepodległościowe na Orawie, całkowicie poświęciła się pracy narodowej , kulturalnej i oświatowej wśród rodaków.W 1922 roku wzięła ślub z Emilem Miką, którego zainteresowania i działalność były podobne. Pomagała i wtórowała swemu mężowi w jego pracy, a w niektórych dziedzinach sama przejmowała inicjatywę. Pracowała nad rozwojem spółdzielczości na Orawie, zwłaszcza w Lipnicy. Ogromną rolę w rozwoju uczuć patriotycznych odgrywały organizowane przez Józefinę wycieczki w różne regiony Polski.Za swoją działalność oświatową, patriotyczną i budzenie świadomości narodowej Józefina Mikowa została odznaczona orderem Polonia Restituta.
 
W czasie wojny po utworzeniu Armii Podziemnej została generalnym kwatermistrzem Armii Południe i oficerem łącznikowym pomiędzy Wodzem Naczelnym i Wodzem Armii Południe. Swoją kwaterę umieściła na zwierzynieckiej plebanii u brata. Na plebanii prowadzono ożywioną działalność charytatywną, która ułatwiała Józefie wszelkie kontakty, odbywały się tutaj posiedzenia sztabowe.W 1941 roku ją i męża aresztowało gestapo. Została osadzona w krakowskim więzieniu na Montelupich. Jej gehenna więzienna trwała półtora roku. 14 października 1942 roku zginęła uśmiercona zastrzykiem fenolu.       

"Wspomnienie o Józefinie Machaj - Mikowej"
        
W październiku 1939 r., w drodze na Węgry, odwiedziłem Księdza Ferdynanda Machaya w siedzibie Jego probostwa na Salwatorze przy klasztorze Norbertanek. Tu spotkałem też jego siostrę Józefę i brata Eugeniusza. Gdy im oświadczyłem, że idę w dalszą drogę przez Węgry do Francji, powierzono mi pod słowem honoru wielką tajemnicę. Tu, w Krakowie, organizuje się Okręgowy Sztab Tajnej Organizacji Wojskowej, której celem będzie dywersja i niszczenie martwych i żywych sił wroga. Właśnie tu, w mieszkaniu zacnego i powszechnie szanowanego kapłana krakowskiego, zapłonęło bodaj najpierwsze w Krakowie ognisko ruchu oporu.

Organizacja powstała w grudniu 1939 r. Pierwszym jej komendantem był Eugeniusz Machay pseudo Zygmunt. Szefem łączności Sztabu Okręgu była Józefa Machay Mikowa pseudo Ryś, która równocześnie pełniła obowiązki Oficera Płatnika Okręgu. Do łączności operacyjnej przewidziany był Emil Mika pseudo Karol i Lis. Dywersję i wywiad objął Czesław Hakke pseudo Stefan.
    
Józka-Ryś przy swoich dwóch funkcjach pełniła i trzecią. Mianowicie w jej ręku skupiały się wszystkie nici działalności TOW, łącznie z kontaktami z Warszawą, jak i Budapesztem, znała osobiście wszystkich członków Sztabu okręgu, przez nią przechodziły wszystkie rozkazy z Warszawy, znane jej były dane osobowe z terenu Komend Powiatowych TOW - ten szeroki zakres czynności faktycznie pokrywał się z funkcją szefa Sztabu Okręgu. Autorytet Józki-Ryś zwiększał się z upływem czasu. Ludzie mieli do niej bezgraniczne zaufanie. Umiała o¬na dziwnie zjednywać sobie otoczenie. Józka była bardzo opanowana w rozmowach służbowych, pomimo naszej wieloletniej znajomości i przyjaźni referowała sprawy, wydawała polecenia i rozkazy rzeczowo, po żołniersku, a to budziło szacunek, zwłaszcza wśród wojskowych. A fakt, że dowódcą jest kobieta, podkreślał jeszcze wagę sprawy i niezwykłość sytuacji.
    
Pewnego dnia otrzymałem od Józki ważne zadanie - sprawa była pilna, bo chodziło o wyprzedzenie gestapo w aresztowaniach - gdy pożegnała mnie słowem "z Bogiem" podając równocześnie rękę, ruszyłem do drzwi, w ostatniej chwili odwróciłem się i zauważyłem coś, co mnie chwyciło za serce: na środku pokoju stała Józka - mój przełożony - i ręką kreśliła w powietrzu krzyż za odchodzącym...
    
Józka była przykładem głęboko wierzącego żołnierza i konspiratora. Stąd też płynęła jej wielka moc i hart ducha. Sęp, komendant TOW na kraj, doskonały konspirator, z uznaniem wyraził się o "melinie" Józki. Do przyklasztornego kościoła wchodziło bocznym wejściem wielu ludzi, tak samo do parafialnej kancelarii. Przychodzący i wychodzący nie mogli budzić podejrzeń gestapowskich szpicli.
    
O polskość Orawy i Spisza Józka walczyła narażając życie, wsławiając się nieugiętym hartem ducha, odwagą i wytrzymałością na trudy licznych wędrówek, uświadamiających lud Spisza i Orawy o polskości tych ziem i ludu. Za tę działalność została odznaczona Krzyżem Polonia Restituta przez Prezydenta Rzeczypospolitej. Uniwersytet Jagielloński w Krakowie przysłał jej list pochwalny, podpisany przez profesorów i studentów tej uczelni.
    
Potrzebne nam były termitowe środki zapalające do dywersji. Józka alarmuje Warszawę. Wkrótce przychodzi szyfrowany rozkaz nawiązania łączności z komórką dywersyjną ZWZ (Związek Walki Zbrojnej). Otóż ZWZ uruchomił własną produkcję zapalników termitowych, które użyte dawały temperaturę około 2000 stopni Celsjusza. Wreszcie mieliśmy w ręku groźną broń. Kwestia zamaskowania ich przewodu to była specjalność Józki. Nie można było narażać ludzi, aby przez np. poszukiwane przez różnych Bahnschutzów masło - miały być odkryte niebezpieczne paczuszki.
    
Jak już powiedziałem, Józka znała się na ludziach i umiała dobierać wartościowy element do pracy w konspiracji. Muszę tu zaznaczyć, że zmontowana przez Józkę sieć łączności Sztabu Okręgu pracowała przez okres od stycznia 1940 r. do czasu aresztowania nas, a nawet i potem, bez zarzutu. Nie było ani jednego wypadku wsypy, dekonspiracji, lub jakichś innych niedociągnięć w służbie łączności.
    
Troska o bezpieczeństwo podległych jej pracowników i żołnierzy była u Józki rozwinięta do najwyższego stopnia. Inteligentna, o bystrym, spostrzegawczym umyśle, w lot przewidywała sytuacje, trudności, szukała sposobów rozwiązań, gdyby - jak powiadała - coś zawiodło. I dopiero po takim przeanalizowaniu sytuacji wydawała polecenia. Były o¬ne zawsze jasne, zwięzłe i logiczne. Przed podjęciem decyzji zawsze wysłuchiwała opinii współtowarzyszy, dopuszczała dyskusję, ale nigdy nie zdarzyło się, żeby jej zdanie nie przekonało nas, jako najbardziej słuszne i zgodne z zasadami konspiracji i rozsądku. Taka była Józka jako konspirator.
    
A jaką była w rodzinie? Była wzorową żoną. Mąż jej, Emil Mika, nauczyciel, wszechstronnie uzdolniony artysta, muzyk, malarz, kompozytor, adaptujący dla kultury polskiej ludowe pieśni orawskie, był człowiekiem nieco kapryśnym, brak mu było woli i energii do działania w ciężkich warunkach okupacyjnych. Józka otoczyła go opieką i serdecznością, podtrzymywała na duchu, troszczyła się o niego jak o dziecko, była cierpliwa i wyrozumiała, co sam nieraz - bywając często w ich domu - miałem możność podziwiać. Podziwiałem, skąd ta energiczna, żołnierska dusza ma w sobie tyle matczynej serdeczności i ciepła, tyle łagodności i dobroci...
    
Taką była Józka. Braci kochała nad życie. I trzeba przyznać, była przez nich kochana  równie wielką braterską miłością. Była świadoma tego, że w walce może paść. Nieraz mówiła mi: "Żal mi tylko moich bliskich". Miała poczucie grożącego jej niebezpieczeństwa. "Cóż - mówiła - jest wojna, a na wojnie żołnierz może zginąć w każdej chwili, jestem do tego przygotowana..." Ale chwile takich rozważań były rzadkie. Józka nigdy nie wątpiła, że zwycięzcami będziemy my. Jej wiara była mocna i niezachwiana. I to udzielało się nam wszystkim, jej bliskim współpracownikom.
    
Czasem, w rozmowie z Gieniem w mojej obecności, w sprawach służbowych Józka używała skrótów nazwisk do inicjałów, lub mówiła po węgiersku, zaś przepraszając mnie powiedziała: "Nie musisz o wszystkim wiedzieć". Józka była konspiratorem z prawdziwego zdarzenia. Była przewidująca i ostrożna. Nie unosiła się byle czym, każdą wiadomość czy opinię przyjmowała na zimno, rzeczowo badając słuszność jej przesłanek. Miała rozwagę trzeźwego polityka i męża stanu. Szkoda, że jej zdolności konspiracyjne nie zostały wykorzystane w skali ogólnokrajowej, zyskałaby na tym Sprawa, której służyliśmy.
    
Dnia 3 maja 1941 r. w nocy przed godz. 24 gestapo wtargnęło do mieszkania ks. Machaya i po przeprowadzeniu rewizji aresztowało Józefę wraz z jej mężem Emilem. Żelazna brama więzienia przy ul. Montelupich zamknęła za sobą nie tylko najukochańszą siostrę pozostałych w udręce braci, nie tylko nieustraszoną patriotkę, lecz również świetnego, niezastąpionego wprost konspiratora i wychowawcę kadry krakowskiego podziemia - strata była wielka, gestapo wymierzyło cios w samo serce Sztabu Okręgu Tajnej Organizacji Wojskowej w Krakowie.
    
Przesłuchiwana pospiesznie, w nocy, Józka nie przyznała się do niczego, wyparła się udowadnianych jej czynów, godzących w Rzeszę Niemiecką. Rozpoczęły się długie dni, noce, tygodnie, miesiące jej męczeństwa i śmierci za SPRAWĘ. Przeszło 17 miesięcy wymyślnych tortur moralnych i fizycznych zniósł żelazny organizm tej bohaterskiej Kobiety. Nic nie zdołało wydrzeć posiadanych przez nią tajemnic wojskowych. Wszystkie placówki miejskie i terenowe były niewzruszone.
    
A przez grube mury więzienia Montelupich przenikały wiadomości o niesłychanym wprost bohaterstwie  i pogardzie śmierci pewnej badanej Polki. Wieść szła od celi do celi, przez długie korytarze, piętra i podziemne lochy... Wkrótce imię Józki było otoczone nimbem chwały, wobec której bladła śmierć z orężem na pola bitwy...
    
Prowadzony na badania w dniu 10 maja 1941 r. widziałem z daleka wyniosłą postać Józki, stojącą ze stopami i ciałem przywartym do ścian korytarza więziennego na parterze. Później się dowiedziałem, że stała tak szereg dni, a gdy omdlewała ze zmęczenia, padając na beton korytarza - polewano ją wodą, cucono i ustawiano ponownie. Nie dawano jej jeść ani pić, zamknięto w piwnicy, podrzucano słone jedzenie, aby zwiększyć pragnienie... Wściekłość gestapo nie miała granic, kopana w brzuch rzuciła oprawcowi w twarz, że tu, w łonie, nosiła go jego matka, powinien więc mieć do tego miejsca u kobiety  szacunek... Godność z jaką zachowała się w czasie badań budziła podziw u samych gestapowców - "Hartige Frau" - mówili między sobą.
    
Józkę po kilku miesiącach pobytu w Krakowie przewieziono do Zakopanego, gdzie aresztowano Góralkę (łączniczkę z tamtych okolic). Obciążyła ona Józkę zeznaniami. Gestapo postanowiło za wszelką cenę złamać tę niezwykłą kobietę. Jej zachowanie było bez precedensu dla hitlerowskich katów.
    
Noc, czarna otchłań cierpienia, znowu runęła na to i tak już udręczone ciało... Powieszono ją za ręce na kracie celi... Była ciężka i wysokiego wzrostu... kości wychodziły ze stawów... Nie, nie załamuje się w znaczeniu konspiracyjnym, nie wydaje nikogo. Jej szlachetna dusza oderwała się od ziemskich spraw, Józka straciła chęć życia, zaczęła myśleć o wieczności, jako jedynej drodze wyzwolenia. I miała do tego najwyższe prawo.
    
Po powrocie z Zakopanego - co za szczęście - udaje się za pomocą polskiego lekarza przenieść Józkę do szpitala. Gdy Góralka dorzuciła dalsze dowody działalności konspiracyjnej Józki, gestapo postanowiło ją zgładzić. Została zabita zastrzykiem fenolu.

Trwające przeszło 17 miesięcy męczeństwo dobiegło końca. Stała się rzecz dziwna - gestapo wydało zwłoki Józki. Jakież pióro zdoła opisać rozpacz jej braci? W każdym razie pogrzeb był cichą manifestacją narodową, przyszły tłumy krakowian, aby złożyć jej hołd, jako męczennicy za SPRAWĘ NARODOWĄ. Na cmentarzu Zwierzynieckim, pod czarną płytą z białym orłem, spoczęły doczesne zwłoki Józki.
    
Czas by było najwyższy przypomnieć krakowskiej młodzieży, polskim dziewczętom, kim była i jak potrafiła żyć i umierać dla Ojczyzny Józefa Machay Mikowa, córka ludu i ziemi orawskiej.     
          
Czesław Hakke - współtowarzysz walki, współwięzień

Copyright © Orawskie Centrum Kultury 2014 | Wszystkie Prawa Zastrzeżone.