Najbliższe Imprezy

Archiwum

Ciekawostki

Pierwszy orawski parlamentarzysta

       Był nim Franciszek Skiczak (1870 -1953) z Klina. W  1905 roku kandydował z ramienia Katolickiej Ludowej Partii w bobrowskim powiecie wyborczym do węgierskiego sejmu. Mimo wystawienia przez tę partię przeciw niemu kandydata, wygrał w tych wyborach, ale oczywiście opuścił jej szeregi. W rok później także zwyciężył tam  w wyborach do sejmu. W drodze do  posłowania w madziarskim parlamencie zdecydowanie poparli go mieszkańcy podbabiogórskich  dziedzin .. Tłumnie udali się tam furmankami i pieszo, by poprzeć orawskiego kandydata.   
       To budujący  i krzepiący przykład naszej solidarnej, ofiarności, jednomyślności i  zgody. Ten parlamentarzysta pięknie odwdzięczył się  mieszkańcom Orawy, ufundowaniem instrumentów dla orkiestry dętej, w Lipnicy Wielkiej i Jabłonce. Był to człowiek oddany Orawie. Konsekwentnie realizował program rozwoju gospodarczego tego regionu poprzez podniesienie rolnictwa, rzemiosła i  oświaty. Szczególnie na tych ziemiach  popularyzował i zakładał banki ludowe  oraz spółdzielnie oszczędnościowo- pożyczkowe m.in. w Jabłonce.

Janosik z Orawy

       18 marca 1713 roku w Liptowskim Mikulaszu został powieszony na haku za poślednie ziebro Juro Janosik – herszt zbójnickiej drużyny. Urodził się 25 stycznia 1688 roku w Terchowej na Dolnej Orawie.
       W czasie powstania Franciszka II Rakoczego wojował w latach 1706 -1708 w kuruckich wojskach, a potem pod sztandarami cesarza. Podczas służby w cesarskiej armii nawiązał na Bytczańskim zamku kontakty z więzionym tam zbójnickim kapitanem Tomaszem Uhorczykiem. Kiedy Uhorczyk uciekł z więzienia i założył zbójnicką drużynę w Terchowej, Janosik został jej herszhersztem. Miał bowiem już duże doświadczenie wojskowe i spore umiejętności organizacyjne.
       Zbójowali około dwa lata . Napadali na szlachtę, kupców i sklepikarzy. W jego grupie znalazł się również góral z Jabłonki o nazwisku Piwowarczyk.
Podczaspierwszego aresztowania udało mu się uciec. Niestety kolejne uwięzienie w Liptowskim Mikulaszu, z którego już nie udało mu się zbiec. Poddano go torturom, ale nie przyznał się, że kogoś zabił. Bohaterska postawa Janosika stała się inspiracją dla wielu ludowych twórców a jego legenda przenikała do folkloru różnych krajów – w tym także do Polski. 
 

Zbójnicka flaszka

       W roku 1893 Hugon Zapałowicz podczas jednej z wypraw botanicznych przez Babią Górę w Tatry Zachodnie nocował wraz ze swym przewodnikiem K. Gancarczykiem, późniejszym gospodarzem schroniska, u górnej granicy lasu pod Przełęczą Brona, pod czterema potężnymi smrekami. Było to znane w dawnych latach miejsce posiadów zbójnickich, gdzie jeszcze z początkiem XX wieku można było znaleźć stos potrzaskanych staroświeckich butelek po winie i borowiczce. Obłamując suche gałęzie na ognisko Gancarczyk natknął się w chaszczach na flaszkę z grubego zielonego szkła, zalaną od góry smołą i oblepioną igliwiem. Przyniósł  ją Zapałowiczowi, który ku swemu zdziwieniu odnalazł w niej po otwarciu zupełnie dobry tokaj. Przepróbował go więc, nie zapominając oczywiście o swoim towarzyszu...


O nazwie „Babia Góra”
   
     Według ludowej etymologii nazwa ta wywodzi się od wyglądu tej góry, która przypomina schyloną kobietę czy też babę – góralkę noszącą kilka spójników. Inna legenda głosi, iż tutaj w zamierzchłych czasach żyły wielkoludy, a ich dzieci usypały właśnie tę górkę. Popularna wśród miejscowej ludności jest także wersja wywodząca się od frajerek – kobiet zbójników, które właśnie tam znajdowały schronienie oraz miejsce bezpiecznego pobytu i stąd nazwa Babia Góra, bo tam gospodarowały baby.
    Także niektórzy historycy i językoznawcy wiążą tę nazwę z kształtem góry. Inni zaś wywodzą ten termin aż z kulturowych tradycji irańsko – słowiańskich. W mitologii bowiem tych narodów „Baba” to wielki i wszechpotężny bóg. W tym  wypadku mamy do czynienia z ciekawą ewolucją znaczeniową – od posągu bóstwa umieszczanego na mogile czy kopczyku, poprzez wzgórze do góry. Termin ten zadomowił się na znacznych obszarach Europy i Azji. A dziś wiele szczytów nosi właśnie tę nazwę. Ciekawy jest fakt, iż na wschód od Sanu na szczytach „Babich” gór stwierdzono istnienie kamiennych posągów przedstawiających figury kobiece – były to oczywiście kultowe posążki. Natomiast na zachód od tej linii nie udało się znaleźć  nawet wzmianki o takich rzeźbach. Wszędzie tam natomiast podania głosiły, że są to siedziby czarownic lub też bab, które trudniły się gusłami czy też zielarstwem.
    W mitologii Słowian – Baba to bogini żywicielka ziemi, rządząca deszczowymi chmurami. Lud zawsze interesował się  przepowiedniami pogody ze względu na zajęcia rolniczo – hodowlane. A góra ta stanowiła przecież od wieków swoisty barometr. Miała wreszcie ta góra być miejscem zgromadzeń dziwożon (jezibab i czarownic). Łączono też tę górę z miejscem kultu złego boga jeszcze z czasów pogańskich, a więc czarnego boga, czarnego, złego – nazywanego przez chrześcijan diabłem. Stąd zachowały się takie nazwy topograficzne jak Diabli Zamek, Diabla Kuchnia, Diabli Stół, Hala Czarnego czy też Hałeczkowa Polana. Hał w języku bułgarskim to istota mityczna zsyłająca burze i wichry – także wiatr halny i smoka.
    Jeżeli zatem słowo wywodzi się ze wspólnego pnia słowińskiego – na co wskazuje nie tylko brzmienie, ale i znaczenie – to można sądzić że Babia Góra obok siedliska bogini „żywicielki ziemi” miała siedlisko pogodowego Boga – Hała, zsyłającego wichury, burze, ulewy i gradobicia oraz śnieżyce. Pierwotnie nazywano i zapisywano tę górę po prostu jako Baba – co łączyło się niewątpliwie  jeszcze z mitami prasłowiańskimi. Natomiast używana obecnie nazwa jest późniejsza  i zapewne nawiązuje do czarownic odprawiających tu swoje doroczne sabaty w dniu następującym po Świętej Łucji.


Jak zapobiec czarom

       Przed reformą kalendarza dokonaną przez papieża Grzegorza XII w 1582 r. Św. Łucji 13 grudnia przypadało w najkrótszy dzień roku. Stąd ogromna rola tego święta w kulturze ludowej, a tym samym w kulturze Orawy. Rozpoczyna okres trwający  do Trzech Króli niezmiernie ważny według wierzeń ludowych. Ponieważ kończy się wtedy rok, a przychodzi nowy- występują rozliczne starania, aby przy pomocy różnorodnych zabiegów i postępowania ściągnąć błogosławieństwo i pomyślność dla gospodarstwa.
       Aby zapobiec czarom w wigilię Św. Łucji okadzano gazdostwa święconym zielem.  Niemile było widziane przychodzenie we wigilię obcych ludzi zwłaszcza, gdy był ubrany w kożuch odwrócony włosem do góry. W tym czasie rozpoczynano robienie stołka tak, by robotę zakończyć 24 grudnia, przed obiadem wigilijnym. Z tym stołeczkiem należało iść na pasterkę i niepostrzeżenie na nim ulęknąć. Wtedy zobaczyło się wszystkie bosorki i guśloki stojące tyłem do ołtarza. Można było także spalić o północy trzaski powstałe przy tej robocie i w ten sposób sprowadzić czarownicę do domu. Należało mieć przyryktowany kij i okładać nim czarownicę. Inny sposób to – do wygotowanej powąski nawbijać szpilek. Wtedy czarownica, która szkodziła krowom przychodziła do domu poszkodowanego. W czasie roboty nad stołkiem należało też równocześnie pleść bicz i przed pasterką położyć go pod kościelny próg. Gdy strzyga przekroczyła ów bat, spadało z niej ubranie i wszyscy wiedzieli kto jest czarownicą


O duszyczkach

       Do dzisiaj w wielu orawskich domach zachował się prastary zwyczaj dawania na stół chleba dla duszyczek w nocy w wigilię Dnia Zmarłych. Starzy ludzie opowiadali, że po wieczornym zadzwonieniu na Anioł Pański – każda dusza szła do swojego rodzinnego domu, by tam pobyć aż do wieczora we Wszystkich Świętych i przyjrzeć się jak domownicy gazdują bez nich. Opuszczały one ziemię właśnie po następnym Aniele Pańskim. Dawne wspomnienie mówi, że wtedy wieczorem jeden z pasterzy zauważył tłum ludzi wychodzących poza parkan cmentarny. Rozchodzili się w różne strony wsi. Trudno było rozpoznać ich twarze. Ale wyraźnie widać było, że każdy z nich dźwiga tobołek na plecach. Wielkość tego tobołka oznaczała ciężar popełnionych grzechów za życia, za które na drugim świecie muszą odpokutować. Dzięki tym przejmującym zwyczajom i modlitwą za nich oni są nadal żywą cząstką rodziny, spólstwa, parafii i gminy.
       Kiedyś na Orawie praktykowane były przeróżne zwyczaje związane ze śmiercią. Jeżeli ktoś z gospodarzy umierał, bydło w stodole powinno stać, a nie leżeć. Po śmierci domownika należało natychmiast zawiadomić o tym dobytek w stajni. Zaniechanie tego groziło, iż bydło odejdzie za zmarłym. Trumnę na miejsce wiecznego spoczynku powinien ciągnąć koń, a nie klacz, gdyż nie mogłaby rodzić żywych źrebiąt.


Wołosi

       Wołosi nomadyczne plemię wędrujące łukiem Karpat stworzyło wyjątkową i oryginalną kulturę pasterską. To oni odegrali istotną rolę w kształtowaniu się rolnictwa w naszych górach. Niemal cała organizacja wypasu i gospodarka pasterska na Orawie, jak zresztą w innych regionach, została właśnie przejęta od tych egzotycznych imigrantów, przybyłych z południa Europy. Wołosi spopularyzowali nowy typ hodowli owiec który charakteryzował się wypasaniem stad na halach, w wyższych pasmach lasów oraz na śródleśnych polanach. To oni przynieśli ze sobą tajniki produkcji serów, znali się świetnie na ziołolecznictwie, ludowej medycynie… Wiele obrzędów obecnych jeszcze w życiu dzisiejszych juhasów, baców ma swoje korzenie gdzieś daleko w zamierzchłych czasach starożytnej Tracji.
       Wołosi również wzbogacili naszą gwarę orawską. Sporo słów zwłaszcza związanych z kulturą pasterską, do dzisiaj funkcjonuje w codziennej komunikacji językowej. Słownictwo to odzwierciedla bogactwo i specyfikę kultury materialnej i duchowej Orawiaków. Jest ono niezwykle barwne a także zróżnicowane pod względem leksykalnym i słowotwórczym. Już niewielu z nas wie, że takie wyrazy jak: bundz, bryndza, corek, ferula, grapa, jafery, klag, kołcuny, kornuta, mierynda, myrha, pulas, puciyra, sumar, urda, Kiczory, Syhlec – są pochodzenia włoskiego. 


Pionierzy orawskiego osadnictwa

       Już 11 tysięcy lat temu pojawili się pierwsi osadnicy na ziemiach Górnej Orawy. Były to ludy wędrowne zajmujące się łowiectwem, zbieractwem i rybołówstwem. Ten typ gospodarki osiągnął wtedy wysoki poziom, rozwój i znaczenie. Badania archeologiczne prowadzone na tych terenach metodą wykopaliskową dostarczyły wielu cennych eksponatów. Są to głównie narzędzia kamienne wykonane z krzemienia z okolic Jury Krakowsko – Częstochowskiej, krzemienia czekoladowego znajdującego się na północo- wschodnim obrzeżu Gór Świętokrzyskich, a także radiolarytu ze złóż w Pieninach jak i Słowacji. Ta różnorodność materiałów wykorzystanych do produkcji świadczy o dużej mobilności zamieszkującej wtedy te ziemie ludności.
       W powszechnym użyciu był wówczas łuk, który umożliwiał polowanie na zwierzynę żyjącą w okolicach Babiej Góry – głównie jeleń, tur i dzik. Położenie owych obozowisk umożliwiało dogodną obserwację stad i ich wodopojów. Strzały były właśnie zakończone krzemieniowymi ostrzami, co zwiększało skuteczność przebicia skóry zwierzęcia. Natomiast wyprawiania skóry dokonywali oni za pomocą tzw. drapaczy, oprawionych w uchwyt z surowców organicznych. Wśród narzędzi odnaleziono również rylce, narzędzia tnące oraz przekłuwacze, półtylczaki i tylczaki spełniające różnorodne funkcje.
       W schyłkowym paleolicie podobne zabytki występują u wybrzeży Morza Śródziemnego aż po Niż Europejski. Znaleziska z Górnej Orawy stanowią ważne ogniwo łączące  ziemię po obu stronach Karpat. Stanowią istotny przykład przenikania osadnictwa w epoce kamienia pomiędzy Małopolską a dzisiejszą Słowacją. Stanowią unikatowe i jedno z najstarszych świadectw pobytu człowieka w Polskich Karpatach Zachodnich. Chociaż to paleolityczne osadnictwo miało charakter raczej epizodyczny, gdyż nie znalazło kontynuacji w późniejszych okresach, to jednak świadczy o tym, iż już w zamierzchłych czasach Orawa była ziemią która nie dzieliła, a łączyła ludy…


Orawa – kraina nad szumiącą rzeką

       Niemal wszyscy językoznawcy zajmujący się wyjaśnieniem pochodzenia wyrazu Orawa zgodni są co do tego, iż jest pierwotnie terminem nazywającym rzekę – szumiącą, bystrą i wartką. W najstarszych źródłach historycznych z 1267 i 1291 roku występuje w formie Arva oraz Aryva. W obecnej postaci nazwa ta pojawiła się w roku 1314.
       Część badaczy uważa, że nazwa ta jest pochodzenia przedsłowiańskiego. Inni zaś dopuszczają zarówno celtyckie jak i germańskie jej źródłosłowie, gdyż na obszarze tych języków spotykamy nazwy rzeczne urobione od pnia ar- z krótkim a, które u Słowian przeszło w o. w języku flamandzkim do dzisiaj stosowany jest wyraz are, ar oznacza potok, strumyk. U Celtów arvos, arva oznacza szybki potok, bystrą wodę.
       Niektórzy badacze doszukują się źródłosłowia w języku słowiańskim. Ślady tego znajdują w języku rosyjskim, gdzie orat’ znaczy krzyczeć, wołać, szumieć, a orawa oznacza <hałaśliwą grupę ludzi>. Pewne zbliżone znaczenie można znaleźć również na Kaszubach, gdzie zwrot „muere uere = morze orze, czyli- huczy, szumi. A w dialektach górnołużyckich „ Worawa” – to personifikacja wiatru.
       A zatem Orawa oznaczałaby bystrą, wartką i szumiącą rzekę. I rzeczywiście taką właśnie tokiem wodnym jest ta rzeka – zwłaszcza w jej środkowym i dolnym biegu.
       Słowiańska interpretacja terminu Orawa jest bardzo nęcąca – jakkolwiek mało prawdopodobna. Otóż pamiętać należy o tym że językoznawcy powszechnie uznają, iż nazewnictwo rzeczne- zwłaszcza większych rzek- stanowi najstarszy i najtrwalszy element systemu toponomastycznego. Stare nazwy rzeczne, które nie dają się bez zastrzeżeń wytłumaczyć na językowym gruncie słowiańskim są z pewnością przedsłowiańskiego pochodzenia. Nazwy większych rzek w Karpatach są przeważnie pochodzenia przedsłowiańskiego. I tak jest właśnie w wypadku terminu Orawa.
       Warto przytoczyć tu również etymologię ludową. Według niej Orawa – nazwa ta wywodzi się od czasownika orać, bo tu po karczowaniu należało tą ziemię zaorać. Inna zaś wersja opowiada o babiogórskich pasterzach, do których wolorz wołał- podajcie mi tę ławę. A oni dosłyszeli słowo orawę. Jaką? Pytali. No tę którą widzicie przed sobą. A oni zobaczyli właśnie te wszystkie miejscowości i od tego czasu tereny te zawali Orawa.


Jasełka Orawczańskie

       Postacie subtelne w kolorach, o zaznaczonym ołówkowo konturze, potraktowano z lekko zmanierowanym wdziękiem. Ustawienie i przygięcie ciała, afektowany ruch rąk, bezsilny salonowy „zbójnicki” odtańczony przez juhasa, w połączeniu ze zręcznością i wyrobieniem ręki malarza świadczą o nieludowym pochodzeniu jasełek. Sądząc po dawności ubiorów oraz po barokowym typie wdzięcznie uśmiechniętej Matki Boskiej, można przyjąć za punkt wyjścia datę ustaloną przez Seweryna Udzielę koniec XVIII wieku. Wśród figur zwraca uwagę juhas tańczący w wysokim kołpaku i nogawicach z małą, orawską parzenicą. Drugi góral w kierpcach, w serdaku i w zbójnickim pasie ze zwisającym od parady rzemykiem, przygrywa na kozie.


Religijne wojny

       Przez Orawę w XVII wieku przeszła fala reformacji, która nasiliła się po roku 1610, kiedy to na zjeździe z Żylinie władca na Zamkach Orawskich Jerzy Thurzo oficjalnie przyjął protestantyzm. Także protestantami była rodzina Thokolych późniejszych żupanów orawskich. Postępując w myśl znanej zasady, cuiuc regio eius religio (czyje panowanie, tego religia) narzucali oni góralom orawskim luteranizm. Czynili to przez nakazy, zastraszenia i szykany. Wysyłali na te tereny pastorów i otwierali zbory protestanckie. W Jabłonce taki zbór powstał już w 1595 roku, w Podwilku 1614 roku, a w Lipnicy Wielkiej w roku 1625. według spisu z roku 1659 w Jabłonce żyło 626 katolików i 231 ewangelików, w Podwilku 995 katolików i 12 ewangelików, a w Lipnicy Wielkiej 796 katolików i 88 ewangelików. W tych trzech wsiach mieszkało wówczas 2417 katolików i 331 ewangelików. W pozostałych wsiach procent luteranów był znikomy. Nasi przodkowie bowiem mocno i zdecydowanie trwali w wyznaniu ojców. Swoistą ostoją wiary katolickiej były obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej – zwłaszcza ten w kościele w Trstenie. Niemal w każdej wsi znajdował się jej wizerunek, a w Chyżnem ostał się do dzisiejszych czasów. Głównym ośrodkiem kontrreformacji stała się Orawka z wybudowanym tam przez ks. Jana Szczechowicza kościołem – perłą sakralnego budownictwa na Orawie.


Orawski Ikar

       Tak z całą pewnością można nazwać Jana Dominika urodzonego w 1903 roku w Zubrzycy Dolnej. Prawdopodobnie zginął on podczas wojny we Francji 1940 roku.
       Był bardzo zdolnym rzeźbiarzem orawskim, który jako jedyny z Orawiaków doczekał się wzmianki w międzywojennym piśmiennictwie. Obdarzony był ogromnym talentem do wszelkich prac manualnych. Ale przy tym oryginał i dziwak niesamowity… On to właśnie skonstruował rodzaj samolotu- szybowca, na którym próbował latać Wstawił się jednak skonstruowaniem drewnianego samochodu na pedały, którym jeździł  po drogach Orawy. Ów automobil pomalował na czerwono, co bardzo płoszyło konie. Właśnie ten fakt sprawił, że podpici parobcy zniszczyli dziwaczny pojazd na odpuście w Orawce, dokąd konstruktor pojechał tym autem. Według innej wersji zdarzyło się to w jego własnym domu.


Przemytnicy

       Przemyt dla wielu Orawiaków stanowił ważne źródło dochodu. Szczególnie nasilił się podczas XX – lecia międzywojennego. Mimo ogromnego niebezpieczeństwa, gdyż ryzyko to wiązało się nawet ze śmiercią nie było w zasadzie orawskiej rodziny, która by się nie parała tym procederem. No cóż bieda zmusi człowieka do niejednego czynu. „Gazeta Podhalańska” z 1923 roku podaje, że niejaki Leopold Fischer z Lipnicy Wielkiej wraz ze swoim szwagrem z takim powodzeniem uprawiali to zajęcie, że „co najmniej 2-3 pułków kawalerii koni wyprawili z Polski.”
       Przemytnicy wykazywali się niesamowitą pomysłowością. Potrafili dla tych celów wytresować nawet zwierzęta. Wieść niesie, iż mieli oni krowę- przewodniczkę. Która przeprowadziła określone stada przez granicę. Następnie spokojnie wracała do gazdów, by po jakimś czasie znów przez zieloną granicę przeprowadzić kolejną partię bydła. Zabronowany pas graniczny także nie stanowił dla nich żadnej przeszkody. Zakładali bowiem na nogi specjalnie zrobione racice i szli sobie spokojnie przez zaorany pas , zostawiając ślady zwierząt. Poza tym z reguły wiedzieli, gdzie wtedy znajduje się patrol wojskowy…

Copyright © Orawskie Centrum Kultury 2014 | Wszystkie Prawa Zastrzeżone.