Najbliższe Imprezy

Archiwum

Uncategorised

Ferie w Orawskim Centrum Kultury w Jabłonce

Czytaj więcej...Różnorodność zajęć zorganizowanych w ferie w Orawskim Centrum Kultury w Jabłonce sprawiła, że nikt na nudę nie narzekał. Bogata oferta cieszyła się ogromnym zainteresowaniem wśród dzieci i młodzieży oraz zaspokoiła wymagania rodziców.

Czytaj więcej...

Twórcy Ludowi

Malarze

  • Wyrtel Stanisław
  • Pieronek Krzysztof
  • Antolak Antoni
  • Reckziegel - Antolak Karolina

Rzeźbiarze

  • Śmiech Alojzy
  • Król Tomasz
  • Galas Zdzisław
  • Jagódka Edward

Lutnicy

  • Garbień Mikołaj
  • Grzybacz Krystian

Krawcy strojów ludowych

  • Kowalczyk Helena
  • Pieronek Krzysztof
  • Misiniec Krystyna

Orawscy płóciennicy

Czytaj więcej...Trudne warunki gospodarcze, klimatyczne Górnej Orawy zawsze zmuszały jej mieszkańców do poszukiwania zarobku daleko poza rodzinnym domem w obcych, odległych krajach. Toteż ciągła walka z przeciwnościami losu i bój o przetrwanie, nauczyły Orawiaków pracowitości, umiłowania tej skalistej, „ciężkiej” ziemi, a zarazem niesamowitą zdolność szybkiego „odnajdywania siebie” w innych społeczeństwach i kulturach.

Problemem braku pracy w podbabiogórskich dziedzinach ciągle nam towarzyszyły, bo Orawcy stale muszą wędrować za pracą po świecie. W dzisiejszych czasach wielu młodych ludzi wyjeżdża nie tylko w głąb Polski, ale również do Niemiec, Austrii, Włoch czy Stanów Zjednoczonych. W przeszłości również musieliśmy szukać „chleba” poza Orawą. Przykładem tego są właśnie „platenicy” czyli płócienniczy którzy trudnili się rozwożeniem płótna po całej monarchii Austro-Węgierskiej.

Czytaj więcej...Na Orawie bardzo popularna była uprawa lnu. W XVIII i XIX wieku roślina ta nabrała poważnego znaczenia w życiu tutejszego ludu. Przędzeniem lnu i tkaniem płótna zajmowali się niemal wszyscy zarówno dorośli jak i dzieci. Zwoje gotowego płótna w stanie surowym i motki przędzy sprzedawano w niedziele oraz święta koło kościołów w Jabłonce czy Orawce przez tzw. „plateników” – Płócienników. Ocenia się, iż na Orawie wyprodukowano do dwóch milionów metrów płótna rocznie, co stanowiło istotny potencjał tego regionu.

Wokół produkcji płótna powstała jakby pewna specjalizacja jego bielenia. W Jabłonce zajmowali się tym mieszkańcy osiedla Dzikich z czym związane są nazwiska Dziubków, Lipowskich. Skupowali oni ogromne ilości płótna, a następnie prali je w rzece młócąc cepami. Później rozkładali je nad potokiem Borowym, polewając je wodą, susząc w słońcu i czuwając przy nim w nocy. Całe więc łąki nad tym potokiem pokryte były białym płótnem, który skupował potem kupiec z Jabłonki Rafael Tandlich. Mieszkał on w centrum wsi we własnym zajeździe zwanym „Pańską Karczmą”.

Wzrastające zapotrzebowanie na płótno, m.in. dostarczane do wielkich farbiarni w Borowie, Slanicy i Kieżmarku, powodowało skupywanie go na większych terenach, nie tylko na Orawie, ale także na Podhalu i w Małopolsce Niżnej. Ponieważ na Węgrzech wzrastało zapotrzebowanie na płótno farbowane, zaczęły powstawać farbiarnie i maglownie. W niektórych wsiach jak Lipnica Wielka, czy Orawka przetrwały one aż do pierwszej wojny światowej. W Orawce znajduje się przy kościele  budynek byłej farbiarni. Wysyłka większych ilości towarów, farbowanie i maglowanie płótna wymagało większych inwestycji, na co mogli zdobyć się tylko bogatsi przedsiębiorcy.

Istnieli tzw. „gazdowie”, którzy skupowali duże ilości płóciennych materiałów oraz „kupcy”- najmujący się do rozwożenia płótna po różnych targach węgierskich. Otrzymali oni od Marii Teresy patent gwarantujący im wolność uprawiania tego zawodu. Płóciennicy wybierali się w dalekie strony początkowo pieszo, niosąc swój towar na plecach. Jednak później, gdy stan dróg i bezpieczeństwa poprawił się, zaczęli rozwozić płótno wozami. Po Nowym Roku w lutym lub marcu wyjeżdżały z Orawy długie ciągi wozów na południe, sprzedawszy towar z początkiem grudnia wracano do domów. Jeździli oni nie tylko po węgierskich miastach, ale także poza granice cesarstwa do Rumunii, Rosji, na Bałkany, do Małej Azji, a nawet ślad ich odkryto w Egipcie koło Aleksandrii.

Czytaj więcej...Ludwik Pietrusiński w opisie Pt. „ Podróże przejażdżki i przechadzki po Europie” wydanej w 1845 r. zachwycał się odwagą i przedsiębiorczością orawskich płócienników. W książce Antona Habovśtiaka „ Oravci o swojej minulosti” jest fragment wspomnienia Jana Kubania z Usti nad Oravou: „ Dwanaście lat miałem, kiedy zacząłem płóciennikować. Chodziłem do Baćki z Płóciennikiem Galosom pochodził z Zubrohlavy, a jego ojciec z Osady. Poszedłem pierwszy rok do Baćki, teraz jest to w Jugosławii. Główne miasto tam jest Sobotica. (…) Najgorzej mi było, gdy byłem pomocnikiem. Chodziliśmy wtedy po Węgrzech, do Rumunii, dużo tam wycierpieliśmy. Gdy były wielkie zimy, spaliśmy w sieni, a niekiedy nawet przy wodzie. Trzeba było pilnować towaru. A kiedyśmy się rano obudzili byliśmy pokryci śniegiem.”

Handel płótnem doprowadził wielu ludzi do wzbogacenia się i stworzenia społeczno – ekonomicznej elity. Przejawem tego było budowanie przez nich murowanych domów o specyficznym stylu grubych murów, łukowym sklepieniu. Samodzielni płócienniczy ubierali się nawet z miejska, różniąc się od pozostałych mieszkańców wsi. Główne zyski z handlu płótnem czerpały wsie w powiecie namiestowskim, jednakże w miejscowościach powiatu trstyńskiego, takich jak Lipnica Wielka, Orawka i Jabłonka znajdziemy przykłady materialnego wzbogacenia się w postaci murowanych domów. Początkiem końca handlu płótnem na Orawie były zarządzenia węgierskie, które pozwalały działać tylko kupcom koncesjonowanym, albo wytwórcom. W związku z tym po roku 1890 część handlarzy zaprzestała działalności, część przeszła do stanu kupieckiego. Rozwój przemysłu i upadek lokalnych farbiarni ostatecznie zniszczył handel płótnem, choć uprawa lnu i konopi na tym obszarze była jeszcze kontynuowana.

Marcin Kowalczyk

Orawscy pełtnicy

„Pełty ciągnęły się Orawą. Dostojnie kołysały się na wodzie, płynęły monotonnie, jakby na zawsze miały przemierzać tę samą trasę. Jedna za drugą znikały w dole rzeki. Z przyjemnością patrzyliśmy na pełtników. A wszyscy wołaliśmy : Pełtnicy, pełtnicy dzie płyniecie!". Takie obrazy można już spotkać tylko w starych kronikach, spisanych na polskiej i słowackiej Orawie. Dzisiaj niewielu rozumie słowo pełt, pełtnik, które oznacza tratwę i flisaka. A przecież spływ drzewa z babiogórskich lasów do I wojny światowej był bardzo rozpowszechniony i dostarczał niemałych dochodów miejscowej ludności. Wielu mężczyzn z orawskich wiosek wraz z nastaniem wiosny pracowało przy składaniu pelt i ich transporcie.

Wszystko zaczynało się przy jazie. Był to rodzaj tamy, która spiętrzała wodę. Na Górnej Orawie takie śluzy znajdowały się w Jabłonce na Czarnej Orawie powyżej Gęstych Domów i w Polhorze na Glugockach. Tutaj najpierw łączono grube pnie drzew. Wykorzystywano do tego ręczne pity, świder, cieślice lub rąbanice. Tak wspomina pracę przy jazie w Jabłonce Antoni Grelak: "W czasie wiosennego przyboru wody wrzała praca nad rzeką, spuszczano z uwięzi jeden pelt za drugim, przygotowywano dalsze. Trzeba bylo się spieszyć, wykorzystać wysoki poziom wody, trzeba bylo i nocować przy ogniskach."

Czytaj więcej...Początek spływu był bardzo trudny, kręte koryto, a woda niska. Sterowanie pełtem wymagało dużej sprawności fizycznej, doświadczenia i znajomości rzeki. Od Ujścia spływ był łatwiejszy, ale na Dolnej Orawie w pobliżu wsi Parnica rzeka znowu stawała się niebezpieczna, groźna i zdradliwa. Kręte i wąskie koryto, pokryte licznymi wirami i potężnymi głazami było prawdziwym wyzwaniem dla pełtników. Spływ stawał się niesamowitą walką z wielkim żywiołem. Rzeka miała kamieniste, raz płytkie raz głębokie dno. Każdy ruch to ryzyko. Pelt w każdym momencie może zostać rzucony przez wir na skały. Z takich opresji rzadko wychodziło się zwycięsko. Najczęściej pełtnicy tracili kontrolę nad swoją tratwą, a ta bezwładnie niesiona przez wiry, rozbijał się na pojedyncze pnie. Niejednokrotnie takie zdarzenie kończyło się tragicznie. Bardzo niebezpieczne miejsce było również kolo miejscowości Streczno . Ten odcinek nigdy płanetnicy na sucho nie przepłynęli. Zimna woda wdzierała się na tratwy. Kto popełnił błąd, uderzał w wielką, tajemniczą i owianą legendami skałę. W takich sytuacjach nie obywało się bez dramatycznych wydarzeń... Drzewo dostarczano do Kralowian, gdzie znajdowała się przystań. Ale często, zwłaszcza doświadczeni pełtnicy, płynęli dalej rzeką Wag do Żyliny, a nawet już Dunajem aż do Pesztu. Taka wyprawa mogła więc trwać kilka tygodni. Wtedy jedynym miejscem pobytu pełtników była oczywiście tratwa, jedynym światem woda, tajemnicza i nieodgadniona. Późnym wieczorem dobijano do brzegu, nocowano na peltach. Na pniach przygotowane było palenisko (kamienie obłożone wilgotna gliną), niektórzy brali na tratwę niewielki żelazny piecyk. „Pełtnicy i ich mate koniki poszli na front -wspomina Antoni Grelak -Ucichła praca nad rzeką, pozostałe resztki stosów drzew, stoczył je kornik. Woda zabrała jaz, nie ma już po nim śladu. Nie widać spokojnej toni nad jazem, nikt nie domyśli się, że cofka wody długa była tak, iż sięgała całej długości wysokich brzegów po lewej stronie rzeki. Nie słychać szumu wody, co Gęstodomowianie uważali za nieomylny znak zmiany pogody. A młyn w Łąkach przestał pomrukiwać, nastała koło niego grobowa cisza”

Robert Kowalczyk

Karta zgłoszenia

Zgłaszam swój udział w szkoleniu: Orawskie warsztaty regionalne 

 

Nazwisko ....................................................... imię .............................................

Data urodzenia:………………………………………………………………………….  

Zawód:……………………………………………………………………………………….  

Wykształcenie:……………………………………………………………………………

 

Adres do korespondencji: 

Ulica i nr domu ............................................................................ tel. ........................

 

Kod pocztowy, miejscowość......................................................................................

 

e-mail: ..............................................................................................................................

Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Orawskie Centrum Kultury w Jabłonce do celów szkoleniowych.(Dz. U. nr 133, poz. 833 z dnia 29.08.1997 o ochronie danych osobowych)  

 

                                                 

\                                                                    \                                                                                                     ....... ..................................

                                                                                                                                                                       podpis    

MŁODZIEŻOWY KLUB FILMOWY

Przy Orawskim Centrum Kultury działa Młodzieżowy Klub Filmowy. Klub ma charakter nieformalny oraz niekomercyjny i bezpłatny. Celem Klubu jest rozszerzanie i pogłębianie wiadomości o sztuce filmowej. Założycielom Klubu przyświecała również idea kształtowania wśród uczestników seansów filmowych innego bardziej dojrzałego spojrzenia na dorobek przemysłu filmowego. Wybór filmów jest nieprzypadkowy. Członek filmu wybierając dany film do projekcji musi w krótkiej prelekcji uzasadnić swój wybór i zachęcić członków Klubu do dyskusji po seansie. Mile widziane są filmy o wysokich walorach artystycznych i interesującej problematyce poruszającej problemy współczesnego świata.
Rada Klubu składa się z trzech osób wybieranych przez członków Klubu. Kadecyjność Rady trwa 3 miesiące.
Serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy chcą spędzić wieczór filmowy w Orawskim Centrum Kultury.

Copyright © Orawskie Centrum Kultury 2014 | Wszystkie Prawa Zastrzeżone.